Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2011

Podróżnik WC- Wojciech Cejrowski


Ostatnio strasznie się wciągnęłam w czytanie podróżniczych historii Cejrowskiego. Teraz trzecia i na razie ostatnia odsłona jego twórczości, bo co za dużo, to niezdrowo :) Będzie zatem krótko...

Podróżnik WC jest drugim, poprawionym wydaniem książki z 1997 roku. Cejrowski nie chciał wznawiać wydania. Uważał, że książka jest nie najlepiej napisana, ponieważ wtedy jeszcze nie potrafił dobrze pisać. Między innymi za namową wydawcy zdecydował się rozbudować tekst, wprowadzić poprawki i komentarze. W ten sposób z luźnych zapisków z podróży powstała kolejna świetna opowieść.

Książka jest napisana trochę chaotycznie i można powiedzieć, że jest zbiorem krótkich historii, anegdot z pierwszych podróży Cejrowskiego. Można w niej  znaleźć wiele subiektywnych opinii autora na różne tematy. Osobiście z wieloma z nich się nie zgadzam, jednak nie stanowiło to problemu w czytaniu. Poza tymi drobnymi wadami książkę czyta się świetnie. Jest pełna humoru i wciągająca, pisana w takim specyficznym "cejrowkim" klimacie :) Do tego piękne wydanie z dużą ilością zdjęć. Czytając, czułam jakbym sama była w tych wszystkich miejscach.

Wszystkim, którzy jeszcze nie zetknęli się z twórczością Cejrowskiego, polecam czytać jego książki w takiej kolejności:

1. WC podróżnik,
2. Rio Anaconda,
3. Gringo wśród dzikich plemion.

W takim przypadku, czytając pierwszą możemy być pewni, że każda następna będzie lepsza od poprzedniej :)

Moja ocena: 4,5/6

piątek, 11 marca 2011

Rio Anaconda- Wojciech Cejrowski

"Jestem trochę jak oni- Indianie, o których piszę- należę do ostatniego pokolenia, które doświadcza kultury pierwotnej na własnej skórze; ostatniego, które widziało i dotykało. Następne będą znały świat Dzikich tylko z opowieści. A może to już? Może to właśnie ta książka jest ostatnią napisaną przez naocznego świadka? Oby nie. Choć jedno, niestety, wiem na pewno- niektóre zdjęcia w niej zawarte są ostatnimi zdjęciami plemion, których już nie ma. A przecież tak niedawno stałem z nimi twarzą w twarz. Patrzyłem w oczy. Rozmawiałem. Posłuchajcie..."

Przewracam kolejną kartkę. Za oknem jeszcze zima, która nie chce odejść, a ja już wędruję daaaleko daaaleko, przez dżunglę, pełną czających się niebezpieczeństw, w poszukiwaniu ostatniego szamana plemienia Carapana. Przewracam koleją kartkę i już wiem, że będzie to fascynująca podróż w nieznane...

Wędrówka rozpoczyna się w Los Llanos. Są to ziemie położone na wschód od Andów, leżące na pograniczu Wenezueli i Kolumbii. Ziemie nieucywilizowane i prawie bezludne. Organizujemy tu sobie przelot ruskim samolotem i docieramy do Mitu- miasteczka położonego tam, gdzie kończy się cywilizacja, a zaczyna puszcza. Może ze względu na położenie, a może ze względu na system (powszechnie znany i stosowany w całej Ameryce Łacińskiej), a może z obydwu tych powodów, mieszkańcy Mitu zajmują się pogróżkami, pobiciami i wszelkiego rodzaju przekrętami. Lubią sobie też od czasu do czasu poplotkować. Nic się tu nie uprawia, bo po co? Chyba, że kokę. Koka to "czyściusieńki" biznes. A dopóki ludzie mają pełne brzuchy, nie martwią się niczym. Pewnego dnia udaje nam się odnaleźć w tym miasteczku kogoś, kto może nam pomóc dotrzeć na Dzikie Ziemie. Po pewnym czasie płyniemy już razem z dwoma Indianami w stronę wioski. Za GPS robi świnia. Tak, zwyczajna, domowa świnia. Wioska, do której docieramy jest jednak zaledwie przystankiem w drodze na naprawdę Dzikie Ziemie...

Dotąd nie byłam jakąś wielką fanką książek podróżniczych. Chyba z ciekawości sięgnęłam po Gringo, tak przez wszystkich zachwalane. Przeczytałam w jeden wieczór i od tamtej pory ciągle mam ochotę na więcej. I tym razem się nie zawiodłam. Rio Anaconda to książka napisana równie świetnym językiem. Barwna, niekiedy sarkastyczna, opowiedziana z humorem i rozbrajającą szczerością. Trzeba do tego doliczyć świetne fotografie i piękne wydanie książki. Czytając ją, ma się pewność, że została dopracowana w każdym szczególe.

Co mnie najbardziej zdziwiło, to to, że Cejrowski czekał aż osiem lat z napisaniem tej książki! Chciał mieć pewność, że wszystkie ślady w dżungli dokładnie zarosły, a ludzie, których wtedy spotkał, zmienili miejsca pobytu. W ten sposób dał im szansę, aby dożyli swoich dni jako ostatni wolni Indianie. Polecam tę książkę każdemu, bo jest to po prostu niezwykła opowieść.

"Ostatni ludzie puszczy znikają z naszej planety zadeptywani buciorami cywilizacji i może w tej chwili ostatnia na świecie grupa wolnych Indian wychodzi na dymiące karczowisko w dżungli i prosi o swoje pierwsze majtki. Wkrótce ślad po nich zaginie".

Moja ocena: 5,5/6

piątek, 25 lutego 2011

Gringo wśród dzikich plemion - Wojciech Cejrowski

Na początek warto wspomnieć, że za książkę Gringo wśród dzikich plemion Wojciech Cejrowski otrzymał Nagrodę Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera. Nagrodę tą przyznaje się od 1996 roku za najlepszą książkę podróżniczą i krajoznawczą. Postać samego autora jest raczej wszystkim znana, chociażby z programu "Boso przez świat". Cejrowski jest jednak nie tylko podróżnikiem, ale także satyrykiem, czy publicystą. Jednym słowem- człowiek o szerokich horyzontach.

Gringo wśród dzikich plemion to książka między innymi o kulturze i obyczajach Indian Amazonii, opisanych na podstawie doświadczeń z podróży autora. Czytając ją zastanawiałam się nad sprawami "technicznymi" i zadawałam mnóstwo pytań. Jak długo planuje się podróż do dżungli? Co ze sobą zabrać? Ile pieniędzy potrzeba na taką wyprawę? I w końcu, co skłania człowieka do opuszczenia cywilizowanego świata i pojechania w miejsce, gdzie nie działają telefony, nie jeżdżą autobusy i gdzie można zginąć przy każdej nadarzającej się okazji, jeśli jest się nieuważnym. Hmm... a właściwie nawet jak się jest. I znalazłam odpowiedź. Jedyne co potrzeba to prawdziwa chęć przeżycia prawdziwej przygody i poznania tego, co nieznane.

"Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń".

"Co trzeba zrobić, żeby pojechać na wyprawę do tropikalnej puszczy, spotkać ostatnich wolnych Indian, zamieszkać pośród nich, zamiast majtek nosić przepaskę biodrową, a jedzenie zdobywać strzelając z dmuchawki? Gdy ktoś mnie o to pyta, odpowiadam krótko:
- Sprzedaj lodówkę i jedź".

Cejrowski najwyraźniej tak zrobił. Pojechał, przeżył wielką przygodę i napisał zabawną, barwną i pomysłową opowieść o życiu dzikich plemion, o miejscach nie dotkniętych cywilizacją i o białym człowieku, który postanowił to wszystko poznać. Opowieści dotyczą prozaicznych rzeczy, często drobiazgów, ale zaskakująco dokładnie oddają różnice kulturowe i mentalne między "białymi" a "dzikimi". Z pierwszej części książki możemy się dowiedzieć, jak Indianie pojmują czas, czym jest dla nich szczęście i jak odgadują pogodę słuchając tukanów. Ich prostota myślenia niejednokrotnie zadziwia, ale chyba w tym ukryte jest ich szczęście. Po prostu nie komplikują niepotrzebnie świata. Żyją zgodnie z naturą i z samym sobą. Druga część książki to wyprawy bohatera pełne "kosmatej paniki" do różnych zakątków Ameryki oraz przeprawa przez przesmyk Darien, który uchodzi za nieprzebyty. Tutaj możemy przeczytać o niebezpiecznych przeprawach i o tym, że czasem przypadek i zwykłe szczęście decydują o tym, czy przeżyjemy, czy nie.

Książka jest ciekawa, napisana z humorem, często nawet z przymrużeniem oka. Nie jest to długa, nudna powieść podróżnicza. Co zwróciło moją uwagę, to to, że autor zastosował ciekawe zabiegi graficzne. Bawi się wielkością i stylem czcionki, znakami interpunkcyjnymi, wprowadza ciekawe, a czasem kąśliwe przypisy tłumacza. To wszystko sprawia, że książkę uważam za rewelacyjną i polecam ją każdemu. Sama nie mogłam się od niej oderwać.

Moja ocena: 6/6