środa, 9 maja 2012

Niezwykłe akty prawdziwej miłości - Danny Scheinmann


Danny Scheinmann - pisarz, aktor i scenarzysta. Niezwykłe akty prawdziwej miłości to jego debiutancka powieść.

„Jakie proste i kruche jest życie - niczym delikatne tchnienie powietrza.”

Dwóch mężczyzn, dwie niezwykłe historie, które w pewnym momencie autor splata ze sobą, tworząc pełną emocji opowieść nie tylko o wielkiej miłości, ale przede wszystkim  o stracie, bólu, tęsknocie za ukochaną osobą i niegasnącej nadziei.

Rok 1917. Moritz Daniecki jest galicyjskim zbiegiem z obozu jeńców wojennych na Syberii. Zanim został wcielony do armii i wyruszył na wojnę, obiecał dozgonną miłość Lotte, dziewczynie z którą rozmawiał zaledwie kilka razy. Teraz od rodzinnego domu i ukochanej dzieli go prawie siedem tysięcy kilometrów i Moritz decyduje się na wyczerpującą wyprawę przez ogarnięty wojną domową kontynent. Przy życiu trzyma go jedynie miłość i nadzieja, że po latach w końcu zobaczy swoją Lotte.

Ponad siedemdziesiąt lat później, Leo Dankin podczas podróży po Ameryce Południowej traci swoją dziewczynę Eleni, która ginie w wypadku autobusowym. Leo obwinia się za jej śmierć i nie potrafi pogodzić się z jej odejściem. Chociaż ma dopiero dwadzieścia pięć lat i całe życie przed sobą, wydaje mu się, że wszystko przegrał i nigdy nie będzie potrafił być znowu tak szczęśliwy, jak wtedy, gdy była przy nim Eleni.

Niezwykłe akty prawdziwej miłości uważam za bardzo udany debiut Scheinmanna. Chociaż fabuła jest dosyć przewidywalna i daleko jej do oryginalności, to całość napisana jest pięknym językiem i czyta się świetnie. Mnie ta opowieść urzekła i bardzo wzruszyła. Skłoniła też do zastanowienia się nad sensem życia, nad tym czym jest prawdziwe szczęście. Pokazała, że miłość jest potężną siłą, która wprawia w ruch cały wszechświat. Może dawać nadzieję, wypełniać nasze dni, być wszystkim, co mamy. Do tej pory chodzi mi po głowie historia Leo, któremu śmierć odebrała ukochaną. Jego ból wydaje się przenikać przez karty powieści i staje się niemal namacalny. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak trudne musi być pogodzenie się ze stratą bliskiej osoby, dlatego tym bardziej doceniam to, co mam. Jeśli tak jak ja lubicie smutne i dające do myślenia historie to zachęcam do lektury.

Moja ocena: 5/6

22 komentarze:

  1. Obecnie daleka jestem od takich historii ale czasami mam ochotę na taką książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za samą tematyką wojenna nie przepadam, gdyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwo. Dlatego staram się omijać takie książki, ale czasami trafi się interesująca lektura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękna okładka i widzę, że treść także godna uwagi. Z reguły omijam tematykę wojenną, ale dla tej pozycji zrobię jednak wyjątek.

    OdpowiedzUsuń
  4. zapowiada się bardzo interesująco
    rozejrzę się za tą książką
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Imię Lotte budzi u mnie nieodłączne skojarzenia z "Cierpieniami młodego Wertera" :) Przy okazji - zostałaś oTAGowana na moim blogu. Mam nadzieję, że może zechcesz przyłączyć się do zabawy. Jeśli nie, to nie gniewaj się za tagowanie :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie smutne książki przy których trzeba się trochę zatrzymać. Taka właśnie wydaje mi się ta książka, a więc przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie coś dla mnie, sięgnę przy najbliższej okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak. Zdecydowanie takie książki lubię, a skoro dobrze oceniasz, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przyjrzeć się tej pozycji bliżej i wyrobić sobie o niej własne zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ochotę na taką lekturę, więc jeśli tylko znajdę ją w bibliotece, to na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pożyczyłam jakiś rok temu ta książkę z biblioteki i pochłonęłam w 1 wieczór:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam do zabawy, w której pozwoliłam sobie Ciebie otagować :)
    http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/2012/05/otagowani.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę mnie zaciekawiłaś...muszę poszukać w bibliotekach... Pozdrawiam :)
    monweg.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Wysoka ocena, dobra recenzja, fajna okładka... no trzeba się rozejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Brzmi ciekawie, może jak mi czas pozwoli to sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zachęcająca recenzja, ale poszukam książki na dlugie zimowe wieczory.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz świetny blog wiesz? :) na pewno będe tu zaglądać częściej :) Obserwujemy? buziaki:***

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Brzmi ciekawie, ale skoro mówisz, że jest przewidywalna, to jeszcze się nad nią zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy to przeczytałam "ale przede wszystkim o stracie, bólu, tęsknocie za ukochaną osobą i niegasnącej nadziei." - wiedziałam, że muszę ją mieć.
    Pomimo że jest (jak piszesz) przewidywalna i może mnie nie zaskoczy, myślę, że tego mi trzeba. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Odpisując na Twój komentarz u mnie na blogu: nie podobaj Ci się "Kłamczuchy?" :( A to szkoda. Ja serialu nie oglądałam, wolę zawsze zacząć od książki, bo potem najczęściej jest tak, że książka mi się nie podoba (miałam tak z Dexterem). Czy masz w planach recenzować książkę?

    OdpowiedzUsuń
  22. czasami zamiast nowatorskiego tematu wystarczy dobry sposób jego przedstawienia, dlatego panu Scheinmann'owi chętnie dałabym szansę :)

    OdpowiedzUsuń